Lekarz 144 godziny na dyżurze. Raport NIK o SOR-ach

Najwyższa Izba Kontroli opublikowała raport, który rzuca ostre światło na kondycję polskich szpitalnych oddziałów ratunkowych. Wnioski są alarmujące: część lekarzy pracowała na dyżurach bez żadnej przerwy przez kilka dni z rzędu, a same SOR-y coraz częściej pełnią funkcję, do której nie zostały stworzone – stają się zastępczą przychodnią dla pacjentów niezadowolonych z kolejek do lekarzy rodzinnych i specjalistów.

Dokument NIK to nie tylko zestaw suchych liczb, ale przede wszystkim obraz systemu ochrony zdrowia funkcjonującego na granicy wydolności, w którym zarówno personel medyczny, jak i pacjenci ponoszą konsekwencje wieloletnich zaniedbań organizacyjnych.

Skrajne przypadki: 24, a nawet 144 godziny na dyżurze

Z ustaleń kontrolerów wynika, że w dziewięciu szpitalach odnotowano sytuacje, w których lekarze pracowali na SOR-ach nieprzerwanie przez ponad 24 godziny. To już samo w sobie budzi poważne wątpliwości co do bezpieczeństwa pacjentów, bo zmęczenie fizyczne i psychiczne po tak długim czasie pracy w warunkach ostrego dyżuru znacząco zwiększa ryzyko błędów.

Źródło: bankier.pl

Najbardziej drastyczny przypadek, jaki ujawniła NIK, to 144 godziny nieprzerwanej pracy jednego z lekarzy na oddziale ratunkowym. To odpowiednik sześciu pełnych dni bez odpoczynku – trudno wyobrazić sobie, by w takich warunkach personel medyczny mógł zachować pełną koncentrację i skuteczność w podejmowaniu decyzji dotyczących zdrowia i życia pacjentów.

Dlaczego to takie niebezpieczne

SOR z definicji ma być miejscem, gdzie trafiają osoby w stanie zagrożenia życia lub zdrowia, wymagające natychmiastowej interwencji. Praca na takim oddziale wiąże się z dużym obciążeniem psychicznym, koniecznością szybkiego podejmowania decyzji i stałą gotowością na najcięższe przypadki. Wielogodzinne, nieprzerwane dyżury w takich warunkach stoją w sprzeczności z podstawowymi zasadami bezpieczeństwa pracy w medycynie.

SOR zamiast przychodni – problem kolejek przenosi się na ratownictwo

Drugi kluczowy wątek raportu dotyczy tego, kto tak naprawdę trafia na oddziały ratunkowe. Według ustaleń NIK, oddziały te są coraz częściej traktowane jako alternatywa dla długiego oczekiwania na wizytę w przychodni podstawowej opieki zdrowotnej lub u specjalisty.

Najbardziej wymowną liczbą z raportu jest ta dotycząca struktury pacjentów: niemal połowa osób zgłaszających się na SOR nie wymagała pomocy doraźnej. Oznacza to, że blisko co drugi pacjent trafiający do oddziału ratunkowego mógłby – a właściwie powinien – zostać obsłużony w ramach zwykłej opieki ambulatoryjnej, bez angażowania zasobów przeznaczonych do ratowania życia.

Takie zjawisko ma kilka bezpośrednich konsekwencji:

  • Wydłużenie czasu oczekiwania dla pacjentów rzeczywiście wymagających pilnej pomocy.
  • Dodatkowe obciążenie personelu, który musi obsłużyć znacznie większą liczbę zgłoszeń niż wynikałoby to z rzeczywistych potrzeb ratunkowych.
  • Presja na system, która pośrednio przekłada się na sytuacje takie jak wielogodzinne, wyczerpujące dyżury opisane przez NIK.

Zmęczenie personelu a bezpieczeństwo pacjentów

Zestawienie obu ustaleń raportu – przeciążonych oddziałów przyjmujących pacjentów niewymagających pomocy doraźnej oraz lekarzy pracujących bez przerwy przez wiele godzin – pozwala wyciągnąć logiczny wniosek: system SOR w obecnym kształcie funkcjonuje pod nadmierną presją, którą częściowo generują sami pacjenci wybierający tę ścieżkę zamiast wizyty w przychodni.

W efekcie lekarze, zamiast koncentrować się wyłącznie na przypadkach nagłych, muszą obsługiwać znacznie szerszy strumień zgłoszeń, co – jak pokazują skrajne przypadki opisane przez kontrolerów – prowadzi do sytuacji skrajnego przeciążenia czasowego personelu medycznego.

Co dalej z raportem NIK

Raport Najwyższej Izby Kontroli stanowi twardy dowód na to, że problemy organizacyjne polskich SOR-ów mają charakter systemowy, a nie jednostkowy – skoro wielogodzinne dyżury odnotowano aż w dziewięciu szpitalach. To sygnał zarówno dla zarządzających placówkami medycznymi, jak i dla decydentów odpowiedzialnych za organizację systemu ochrony zdrowia, że obecny model kierowania pacjentów do oddziałów ratunkowych wymaga zmian.

Z punktu widzenia pacjenta wnioski płynące z raportu są równie istotne: świadome korzystanie z SOR-u wyłącznie w sytuacjach rzeczywistego zagrożenia zdrowia lub życia może realnie odciążyć system i skrócić czas oczekiwania dla osób, które faktycznie potrzebują natychmiastowej pomocy. Raport NIK pokazuje wyraźnie, że problem przeciążenia szpitalnych oddziałów ratunkowych w Polsce ma dwa źródła – sposób, w jaki pacjenci korzystają z tej formy opieki, oraz warunki pracy personelu medycznego, które w skrajnych przypadkach osiągają poziom trudny do zaakceptowania z perspektywy bezpieczeństwa zarówno lekarzy, jak i chorych.