Rumunia zestrzeliła 3 Shahedy. Lekcja dla Polski

Rosyjskie drony bojowe Shahed od miesięcy naruszają przestrzeń powietrzną państw NATO graniczących z Ukrainą. Rumunia, która musiała zmierzyć się z tym problemem dziesiątki razy, w ostatnim tygodniu po raz pierwszy zdecydowała się na zestrzelenie takich bezzałogowców za pomocą myśliwców F-16. Efekt operacji jest jednoznaczny militarnie, ale finansowo budzi poważne pytania — i to pytania, które prędzej czy później będzie musiała zadać sobie także Polska.

Rumuńskie F-16 zestrzeliły trzy drony Shahed, wykorzystując do tego amerykańskie pociski powietrze-powietrze typu AIM-9X. To istotny szczegół, ponieważ dokładnie taki sam typ uzbrojenia znajduje się na wyposażeniu polskich F-16. Oznacza to, że scenariusz, z jakim zmierzyli się Rumuni, w każdej chwili może dotyczyć również polskiego nieba.

Czym są drony Shahed i dlaczego stanowią problem

Shahedy to irańskie drony bojowe, masowo wykorzystywane przez Rosję do ataków na Ukrainę. Są stosunkowo tanie w produkcji, co pozwala Rosji wysyłać je w dużych liczbach, licząc na przeciążenie systemów obrony powietrznej przeciwnika. Problem polega na tym, że mimo swojej prostej konstrukcji i niskiego kosztu jednostkowego, potrafią naruszać przestrzeń powietrzną krajów NATO, zmuszając sojuszników do reakcji — a każda taka reakcja wiąże się z realnymi wydatkami.

Źródło: forsal.pl

Rumunia zmagała się z takimi incydentami wielokrotnie, jednak dopiero teraz doszło do faktycznego zestrzelenia bezzałogowców przez myśliwce F-16. To pierwsza tego typu operacja o tej skali, o jakiej mowa w kontekście ostatnich wydarzeń.

Amerykańskie pociski AIM-9X — te same, co w polskich F-16

Do zniszczenia trzech Shahedów rumuńskie F-16 użyły pocisków AIM-9X — nowoczesnej, precyzyjnej amerykańskiej broni klasy powietrze-powietrze. To uzbrojenie zaprojektowane pierwotnie z myślą o zwalczaniu znacznie bardziej wymagających celów niż powolne, tanie drony bojowe.

Kluczowy w tej sprawie jest fakt, że polskie F-16 dysponują dokładnie takim samym typem pocisków. Oznacza to, że jeśli w polskiej przestrzeni powietrznej doszłoby do podobnego incydentu, krajowe siły powietrzne najprawdopodobniej sięgnęłyby po ten sam sposób reakcji — z tymi samymi konsekwencjami finansowymi, jakie teraz ujawniła Rumunia.

Słony rachunek za trzy drony

Rumuński przypadek pokazał wprost, że koszt zestrzelenia trzech Shahedów za pomocą pocisków AIM-9X okazał się bardzo wysoki. Problem w tym, że po jednej stronie mamy drogie, zaawansowane technologicznie uzbrojenie precyzyjne, a po drugiej — proste, tanie w produkcji bezzałogowce, których jedynym celem może być właśnie wywołanie takiej nierównowagi kosztów.

To zjawisko, znane szerzej jako problem asymetrii kosztów w walce z dronami, sprowadza się do prostego pytania: czy stać nas na to, by każdy tani dron zestrzeliwać za pomocą wielokrotnie droższego pocisku? Rumuński przykład sugeruje, że długoterminowo taka strategia może być trudna do utrzymania finansowo, zwłaszcza przy większej liczbie incydentów.

Dlaczego to ważna lekcja dla Polski

Polska, podobnie jak Rumunia, graniczy z regionem objętym wojną i posiada na wyposażeniu te same modele myśliwców F-16 oraz te same pociski AIM-9X. To sprawia, że doświadczenia rumuńskie nie są dla polskich sił zbrojnych czysto teoretyczną ciekawostką, lecz praktycznym ostrzeżeniem.

  • Polska dysponuje identycznym uzbrojeniem, jakim posłużyły się rumuńskie F-16 do zestrzelenia Shahedów.
  • Wysoki koszt takiej operacji pokazuje, że reagowanie na tanie drony drogimi pociskami może być nieefektywne finansowo w dłuższej perspektywie.
  • Rosnąca liczba naruszeń przestrzeni powietrznej przez drony bojowe w regionie sprawia, że temat ten dotyczy bezpośrednio bezpieczeństwa Polski.

Potrzeba tańszych sposobów zwalczania dronów

Rachunek przedstawiony przez Rumunię jest w istocie argumentem za szukaniem alternatywnych, tańszych metod neutralizacji dronów bojowych — takich, które nie wymagałyby użycia kosztownych pocisków naprowadzanych klasy powietrze-powietrze do zwalczania prostych, powolnych celów. Dla Polski, która musi liczyć się z podobnym ryzykiem naruszeń przestrzeni powietrznej, jest to sygnał, by już teraz analizować dostępne rozwiązania i przygotować się na scenariusze, z jakimi zmierzyła się Rumunia.

Doświadczenie rumuńskie pokazuje, że sama zdolność do zestrzelenia dronów to za mało — równie istotne jest, by robić to w sposób ekonomicznie uzasadniony. W przeciwnym razie obrona przed tanią bronią może okazać się finansowo nieproporcjonalnie kosztowna, a to problem, który prędzej czy później może dotknąć również polskie siły powietrzne.