Wicepremier obiecał wyższą kwotę wolną, eksperci: amok

Obietnica podniesienia kwoty wolnej od podatku do 60 tysięcy złotych rocznie wróciła ostatnio na czołówki portali finansowych za sprawą deklaracji wicepremiera. Choć propozycja brzmi atrakcyjnie dla milionów podatników, warto przyjrzeć się jej bliżej i zapytać, czy to rzeczywiście rozsądna reforma, czy raczej element szerszego trendu, który komentator money.pl Kamil Fejfer określa mianem antypodatkowego amoku.

Kwota wolna od podatku to próg dochodu, do którego podatnik nie płaci podatku dochodowego. Im wyższa kwota wolna, tym mniej fiskus zabiera osobom o niższych zarobkach. To narzędzie, które od lat bywa wykorzystywane w polskiej debacie publicznej i politycznej jako sposób na realną poprawę sytuacji finansowej najmniej zarabiających.

Co oznaczałaby kwota wolna na poziomie 60 tys. zł

Jak zauważa Kamil Fejfer w swojej opinii dla money.pl, ustalenie kwoty wolnej na poziomie 60 tysięcy złotych rocznie oznaczałoby w praktyce nieopodatkowaną płacę minimalną. To istotna zmiana, bo w obecnym systemie osoby zarabiające najniższą krajową wciąż odprowadzają podatek dochodowy, mimo że ich dochody są relatywnie niskie.

Źródło: www.money.pl

Autor podkreśla, że sam pomysł nie jest zły. Dostosowywanie systemu podatkowego tak, by ulżyć osobom najmniej zarabiającym, to działanie, które można ocenić pozytywnie. W tym sensie propozycja wicepremiera wpisuje się w logikę wspierania najsłabiej sytuowanych uczestników rynku pracy.

Gdzie jest haczyk

Problem, na który zwraca uwagę Fejfer, nie leży w samej idei podniesienia kwoty wolnej, lecz w braku towarzyszącego jej balansu w systemie podatkowym. Zdaniem autora, jeśli państwo rezygnuje z części wpływów od osób najmniej zarabiających, potrzebuje mechanizmu, który to zrekompensuje.

  • Podniesienie kwoty wolnej oznacza mniejsze wpływy budżetowe z podatku dochodowego od osób fizycznych.
  • Bez rekompensaty po drugiej stronie systemu, ubytek ten musi zostać pokryty w inny sposób.
  • Naturalnym rozwiązaniem, na które wskazuje autor, jest zwiększone opodatkowanie najzamożniejszych.

Innymi słowy, ulga dla jednej grupy podatników bez odpowiedniego dociążenia drugiej może prowadzić do nierównowagi finansów publicznych. To właśnie ten brak symetrii komentator określa jako element szerszego zjawiska, które w tytule swojej opinii nazywa amokiem – seria obietnic podatkowych ulg bez jasnego planu, skąd wziąć środki na ich sfinansowanie.

Podatkowe obietnice a realia budżetu

Warto pamiętać, że każda zmiana w konstrukcji podatku dochodowego ma bezpośrednie przełożenie na budżet państwa. Wyższa kwota wolna oznacza więcej pieniędzy w kieszeniach podatników, ale jednocześnie mniej środków, którymi dysponuje państwo na realizację swoich zadań – od służby zdrowia, przez edukację, po infrastrukturę.

Dlatego postulaty podnoszenia kwoty wolnej od podatku, choć chętnie ogłaszane przez polityków w kampaniach czy publicznych wystąpieniach, rzadko idą w parze z konkretnym planem, jak zrównoważyć budżet. Fejfer zwraca uwagę, że bez takiego planu – na przykład w postaci zwiększonego opodatkowania osób najlepiej zarabiających – tego typu obietnice mogą być trudne do utrzymania w dłuższej perspektywie.

Co to oznacza dla przeciętnego podatnika

Dla osoby zarabiającej płacę minimalną lub zbliżoną do niej kwotą, ewentualne wdrożenie kwoty wolnej na poziomie 60 tys. zł oznaczałoby realną ulgę – de facto brak opodatkowania dochodu na poziomie najniższej krajowej. To konkretna, wymierna korzyść finansowa, która mogłaby poprawić sytuację milionów pracowników.

Jednocześnie, jak wskazuje autor opinii, taka zmiana nie powinna być traktowana w oderwaniu od reszty systemu podatkowego. Bez towarzyszących jej korekt po stronie opodatkowania najzamożniejszych, ulga dla najsłabiej zarabiających może okazać się trudna do sfinansowania na dłuższą metę.

Podsumowując, propozycja podniesienia kwoty wolnej od podatku do 60 tysięcy złotych rocznie sama w sobie nie budzi zastrzeżeń – wręcz przeciwnie, może realnie pomóc osobom najmniej zarabiającym. Kluczowe pytanie, jakie stawia Kamil Fejfer, dotyczy jednak tego, czy politycy obiecujący takie rozwiązania mają zarazem pomysł na zrównoważenie budżetu, czy raczej rzucają obietnicami bez pokrycia. To właśnie brak tego balansu – a nie sama idea niższych podatków dla najmniej zarabiających – stanowi sedno krytyki zawartej w opinii dla money.pl.