Nowe uprawnienia Państwowej Inspekcji Pracy miały skończyć z patologią zatrudniania ludzi na umowach śmieciowych, choć w praktyce wykonują oni obowiązki typowe dla etatu. Rząd przekonywał, że zmiana przepisów to krok w stronę uczciwszego rynku pracy. Tymczasem przedsiębiorcy, którzy od początku ostrzegali przed negatywnymi skutkami reformy, mówią o pierwszych realnych konsekwencjach: w jednej z firm zagrożone mają być tysiące miejsc pracy.
Państwowa Inspekcja Pracy zyskała prawo do administracyjnego przekształcania umów cywilnoprawnych, czyli zleceń i kontraktów B2B, w umowy o pracę. Dotychczas, aby doszło do takiej zmiany, konieczne było zazwyczaj postępowanie sądowe. Teraz decyzję może podjąć bezpośrednio inspektor, jeśli stwierdzi, że charakter współpracy odpowiada w rzeczywistości stosunkowi pracy, a nie umowie cywilnoprawnej.
Na czym polega rewolucja w przepisach
Problem, który przepisy mają rozwiązać, jest znany od lat. Wiele osób formalnie działa jako zleceniobiorcy lub prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą rozliczaną w modelu B2B, choć w praktyce pracują pod stałym nadzorem pracodawcy, w wyznaczonych godzinach i miejscu, wykonując polecenia przełożonych, tak jak robiliby to na etacie. Taka konstrukcja pozwala firmom ograniczać koszty zatrudnienia, między innymi składki i niektóre świadczenia pracownicze, a jednocześnie pozbawia osoby zatrudnione części ochrony, jaką gwarantuje Kodeks pracy.
Źródło: forsal.pl
Nowe przepisy dają Państwowej Inspekcji Pracy narzędzie do szybszej reakcji na takie praktyki. Zamiast czekać na wyrok sądu, inspektor może samodzielnie zdecydować o przekształceniu umowy, jeśli uzna, że współpraca nosi znamiona stosunku pracy.
Ostrzeżenia przedsiębiorców sprzed wejścia przepisów
Jeszcze zanim regulacja weszła w życie, przedstawiciele biznesu alarmowali, że jej skutki mogą być odwrotne od zamierzonych. Wśród podnoszonych argumentów pojawiały się między innymi:
- ograniczenie swobody zawierania umów i elastyczności w kształtowaniu form współpracy,
- wzrost kosztów zatrudnienia w firmach, które dotąd korzystały z umów cywilnoprawnych,
- ryzyko, że część przedsiębiorstw zamiast przekwalifikowywać umowy, zdecyduje się po prostu na redukcję zatrudnienia.
Innymi słowy, zamiast poprawy warunków pracy dla osób zatrudnionych na zleceniach i kontraktach B2B, firmy mogłyby wybrać rozwiązanie najprostsze z ich punktu widzenia, czyli zakończenie współpracy.
Czarny scenariusz zaczyna się spełniać
Według doniesień, w jednej z firm zapowiedziano zwolnienia obejmujące tysiące osób, co bezpośrednio wiązane jest z nową sytuacją prawną po wejściu w życie przepisów dających PIP uprawnienia do przekształcania umów. To właśnie ten przypadek stał się punktem wyjścia do pytania, czy mamy do czynienia z odosobnionym incydentem, czy z zapowiedzią szerszej fali redukcji etatów i kontraktów w gospodarce.
Co to oznacza dla pracowników i firm
Dla osób zatrudnionych dotąd na zleceniu lub w modelu B2B sytuacja jest dwuznaczna. Z jednej strony nowe przepisy teoretycznie dają im szansę na uzyskanie pełnoprawnej umowy o pracę wraz z całym pakietem ochronnym, jaki ona zapewnia. Z drugiej, jeśli firmy zamiast przekształcać umowy będą wolały zakończyć współpracę, efektem może być utrata źródła dochodu, a nie poprawa warunków zatrudnienia.
Dla przedsiębiorców to sygnał, że warto już teraz przeanalizować, jakie formy współpracy funkcjonują w ich organizacjach i czy nie noszą one cech, które inspektor pracy mógłby zakwestionować. Ryzyko administracyjnego przekształcenia umowy, bez konieczności przechodzenia przez długi proces sądowy, zmienia sposób oceny ryzyka prawnego związanego z zatrudnianiem na zleceniach i kontraktach B2B.
Czy czeka nas fala bezrobocia
Pytanie o skalę zjawiska pozostaje otwarte. Pojedynczy przypadek masowych zwolnień w jednej firmie nie musi jeszcze oznaczać, że podobny scenariusz powtórzy się w całej gospodarce. Jednocześnie to właśnie tego rodzaju sytuacji obawiali się przedsiębiorcy, zanim jeszcze nowe przepisy zaczęły obowiązywać, co sprawia, że sprawa będzie bacznie obserwowana zarówno przez rynek pracy, jak i przez organizacje przedsiębiorców oraz związki zawodowe.
Nowe uprawnienia Państwowej Inspekcji Pracy miały uporządkować rynek zatrudnienia i ograniczyć nadużywanie umów cywilnoprawnych tam, gdzie w rzeczywistości mamy do czynienia z pracą etatową. Pierwsze doniesienia o zwolnieniach w jednej z firm pokazują jednak, że reforma może rodzić skutki uboczne, których obawiali się przedsiębiorcy. To, czy jest to zjawisko jednostkowe, czy zapowiedź szerszego trendu, pokaże dopiero najbliższy czas.